02-02-2010 Dziobnica

Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Po kilkunastu dniach przerwy wracam do stoczni. Minione dwadzieścia dni stycznia – poprzedni wpis był z 12.01. – to śnieg i ostry mróz, nocami do minus 26. Cały styczeń przymroził nielicho, a trzeci tydzień z temperaturami w dzień -15, w nocy -26, to już nie lekka a ciężka przesada!  Skutkiem takiej pogody były  awarie w domu, samochód unieruchomiony przez tydzień i kilka godzin spędzonych z szuflą w ręku przy odgarnianiu śniegu.

Od kilku dni odpuściło, mogłem więc wrócić na pokład i zabrałem się za dziobnicę. Dziób jest nieco spróchniały, szczególnie listwy odbojowe , jest ich 8, grubości 10 mm, klejonych jedna na drugą, wszystkie gięte, schodzą do stępki, nadają kadłubowi płynny kształt. Gnicie drewna na dziobie jest wynikiem kształtu kadłuba, kadłub od śródpokładu opada łagodnie do dziobu więc wszystka  woda, szczególnie z opadów deszczu, spływa na dziób i tu długo pozostaje.

Pierwszą czynnościa było zdjęcie kilku warstw farby i okazało się, że dziobnica była już naprawiana. Widoczne są wstawki drewna  w kadłubie i kawałek pokładu, dodatkowo elementy te były zalaminowane. Odkryłem przy okazji, że w swojej pierwszej wersji kadłub, a przynajmniej jego nadwodna część była malowana na biało-czerwono. Pod czterema warstwami farby niebieskiej widoczny jest fragment czerwonej nazwy jachtu na białym tle, widoczne są dwie cyfry “2” i “0” jako ostatnie z nazwy, reszta jest jeszcze ukryta. Jest to pewnie pierwsza , dziewicza nazwa tej jednostki. Intrygujące ! Uda mi się poznać historię tej łódki ? Nie ma teraz warunków aby zrobić dobre zdjęcie tego fragmentu kadłuba, zrobiłem tylko zdjęcia dokumentujące rozmieszczenie elementów zamocowanych w tym fragmencie pokładu.

01-02-10_1302

02-02-10_1315

W tym miejscu pokładu, na samym dziobie, zamocowane jest okucie, do którego przykręca się kosz dziobowy, mocuje  sztagi, wpina foka. Jest też bardzo ważny element konstrukcyjny, stalowe, grube ucho, za które dźwig może unieść jacht do góry. Pod pokładem ucho to spina kilkunastoma grubymi ogniwami łańcucha stępkę, całe wiązanie napina solidna śruba rzymska.

12-01-2010 Kil cd, cd

Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Odcięty fragment kila wraz z żelaznym balastem stoi już sobie spokojnie odstawiony na bok. Ściągnięcie  z przyczepy podłodziowej i ustawienie go na uboczu,  zajęło mi w sumie 10 godzin, walczyłem z nim trzy dni po 3, 4 godz. Walka,  to właściwe określenie , bo do dyspozycji miałem dwa małe podnośniki, ręczny i hydrauliczny, dwa łomy metalowe , kilka klocków drewnianych jako podpory,  no i te dwie ręce . A ciężar do zdjęcia na ziemię i przesunięcie o ok 8 metrów to jednak jakieś 600 – 700 kg, a nie 400 ,  jak pisałem wcześniej. Zakładam, że żelazny balast mający kształt klina,  to bryła o wymiarach: 17 cm gr, 110 cm dł,  55 cm wys. Przyjmując wartośc 7,5 G/cm cięzar właściwy żelaza, mogę w przybliżeniu obliczyć dźwigany ciężar. Pomyliłem się ?

Z tym kilem to będzie taka  ”never ending story” … Teraz czeka mnie zajęcie się tą częścią , która będzie montowana do łódki. Więc po kolei będę robił nowe podwieszenie pod stępkę, stare pręty stalowe bedą wybijane, w ich miejsce przyjdą nowe, dalej szpachlowanie i malowanie całości, dalej wykonanie okucia spodu z blachy nierdzewnej. Cały element musi być przygotowany do podwieszenia, gdy kadłub będzie uszczelniony i wylaminowany. Na te prace przeznaczam najbliższe zimowe miesiące.

13-01-10_1229

ta część kila będzie montowana do łódki

Także teraz chcę zająć się dziobnicą kadłuba. Wymienić fragmenty uszkodzonych lub zgniłych kawałków drewna, dopasować te elementy do siebie, przygotować je do klejenia, kiedy temperatura na zewnątrz osiągnie przynajmniej plus 10, a to będzie już pewnie marzec lub kwiecień. Chcę także zrobić przegląd i ewentualnie naprawić wszystkie metalowe elementy na pokładzie od strony dziobu, np słupki relingu, kosz dziobowy, czy uchwyty mocujące forsztag . Na dziobie pod pokładem zamontowane są potężne kotwy z łańcucha naciągane śrubą rzymską do dziobnicy. Tak więc do dzieła…

Aha… zapomniałem dodać, że odcięty kil z balastem zamierzam sprzedać, ciekawe  czy w Polsce buduje  ktoś lub remontuje  jacht morski,  i ten element jest mu potrzebny, szkoda byłoby oddać taki balast na złom.

13-01-10_1136

...na sprzedaż

07-01-2010 Kil cd

Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Już po świętach, Nowy Rok za nami, piszemy nową datę, zima nie myśli odpuszczać, duży śnieg, mróz 10 – 20 stopni i wbrew sezonowi żeglarskiemu, łódka absorbuje mnie praktycznie codziennie. Zbudowałem nad nią ogromny namiot z grubej folii i gdy spadnie śnieg ,  wchodzę po drabinie aby z pokładu, z dachu nad nim, zsunąć zwały śniegu, przychodzi odwilż, pada deszcz, wchodzę aby zepchnąć bomby wody tworzące się na foliowym dachu, z kolei porywisty wiatr podrywa płachtę tworząc ogromny balon, muszę więc podwiązywać ją w wielu miejscach, taka pora roku.

Ta aura sprzyja jednak prowadzeniu prac przy kilu, wchodzę pod namiot i śnieg ani deszcz czy wiatr zupełnie nie przeszkadza . Jak zdecydowałem zmniejszyć zanurzenie , tak skracam kil odcinajac jego dolną część.

05-01-10_1346

Na obrazku widać szczelinę , po której odcinam część kila.

Robota podobna jak przy odcinaniu od stępki, byłem przekonany jednak, że uda mi się wykorzystać teraz więcej narzędzi mechanicznych niz przy operacji poprzedniej. Zakładałem , że po nacięciu piłą elektryczną głębokiej bruzdy po poziomej lini styku dwóch belek, obetnę diaksem stalowe pręty scalające kil, a cała robota zajmie mi kilka godzin. I tu porażka ! Średnica małej tarczy diaksa jest za mała aby dosięgnąć stalowe pręty, tarczą tą udaje się odciąć tylko  trzy skrajne pręty , tu gdzie kil jest najcieńszy. Wymyślam więc aby na diaks założyć tarczę o większj średnicy, niby oczywiste lecz mały diaks nie wytrzymuje obciążenia , po kilku minutach pracy palę silnik, z diaksa buchają kłeby dymu,  gorący aż parzy w ręce,  koniec roboty. Spaliłem diaks pożyczony od Czarka. Nie pomyślałem oczywiście, że użyłem narzędzie zbyt małej mocy jak na taką robotę., szkoda. To  drugi diaks pada przy kilu, lecz robota musi być zrobiona więc od sąsiada pożyczam wielki, mocny , budowlany diaks z największą tarczą jaką da się założyć. Okazuje się jednak, że ze względów technicznych nie mogę go użyć. No to zostaje mi powtórka z rozrywki czyli  cięcie prętów gołym brzeszczotem do metalu.  Siedem prętów odcinam ręcznie, klej miedzy prętami odcinam piłą płatnicą do drewna, robota zamiast jednego, trwała cztery dni i dziś właśnie została ukończona. Dowód na to na poniższym zdjęciu.

13-01-10_1422

już odcięty

Pozostała część kila z żeliwnym obciążnikiem leży teraz pod łódką na przyczepie podłodziowej. Obliczyłem, że ciężar tej części to ok 400 kg , następne zadanie to zdjąć  ją z przyczepy i odstawić na bok, z pomocą zaofiarował się silny jak tur Sławko M z doliny Roztoczy,  kilka piw pewnie pęknie przy tej robocie, pewne jest, że nie spocimy się zbytnio,  bo w  następne dni nadal przewidywane jest 10 stopni mrozu. 

 

Silnik: Wordpress - Theme autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj się